Jeśli ktoś zastanawia się nad startem na połówce Ironmana w Bahrajnie w grudniu, to podpowiadamy, czego można się po nim spodziewać. Ciekawi? 70.3 Bahrain – lecimy!

Autor tekstu: Jan Dołęga-Kozierowski

 

Podróż

Do Manamy można dotrzeć różnymi liniami. Najtańsze było połączenie LOT-em. 10 godzin podróży w tym 3,5 godziny postoju na lotnisku w Stambule.

Transport roweru. Mimo zakupu biletu na stronie polskiego przewoźnika dodanie bagażu sportowego nie było proste. Lot na drugim odcinku był realizowany przez Turkish Airlines i to z nimi bezpośrednio trzeba uzgadniać dodatkowe bagaże, a nie z LOT-em. Na odcinku Warszawa-Stambuł i Stambuł-Warszawa LOT zmienił bezkosztowo mój rejestrowany bagaż (23 kg) na rower. Pozostał więc telefon na infolinię do Turcji i dodanie informacji do rezerwacji, że leci ze mną rower. Zapłacić miałem na lotnisku… Na Check-in Pani powiedziała, że wszystko jest opłacone i rower leci do Manamy. Tu udało się za free ☺

 

Hotele i ceny

Hoteli w Manamie nie brakuje. Na booking.com jest bardzo dużo ofert w różnych wariantach cenowych, choć z pewnością nie jest to najtańszy kierunek. Dla mnie było ważne, żeby odpocząć przed startem, przyzwyczaić się do zmiany czasu (-2h) i chociaż trochę przyzwyczaić się do pogody.

Na miejscu jedzenie jest drogie, za to paliwo na stacji jest tańsze od butelki wody. Kilka przykładowych cen:

  • Butelka wody – 12 zł
  • Pizza – 55 zł
  • Kawa Starbucks – 25 zł
  • Makaron w restauracji – 75 zł
  • Opakowanie muesli – 35 zł
  • Cheeseburger, frytki, cola – 30 zł (food truck na expo).

 

Pogoda w grudniu

Ciepło, ale nie upalnie. Około 25 stopni, suche powietrze. Przez cały nasz pobyt na miejscu wiał wiatr. Czasem lekki, czasem mocniejszy dochodzący do 40km/h. Jak to na pustyni, wieczorem robi się chłodno i dobrze mieć cienką kurtkę albo bluzę. Oczywiście w każdym miejscu jest klimatyzacja. Miejscowi w ciągu dnia chodzą w zimowych kurtkach, nam wystarczy T-shirt.

 

Treningi

Przed startem miałem do zrobienia kilka ostatnich treningów, z czego największym wyzwaniem był rower (1h35min). Manama to miasto pełne autostrad, dróg szybkiego ruchu i kierowców, którzy nie przepuszczą nawet pieszego na przejściu. Kristian Blummenfeld pisał, że jeździł tam rok temu po ulicy i do dzisiaj cieszy się, że nadal żyje. Zdecydowałem się zatem na wynajęcie trenażera na jeden dzień. Oficjalnym partnerem serwisowym zawodów jest firma Endura Sport. Po krótkiej rozmowie na WhatsApp, zarezerwowałem trenażer na jeden. Wynajem – 25DB/doba, czyli na nasze 250zł.

 

Środa, 3 dni do startu

Na rano zaplanowałem odbiór pakietu. Wszystko było bardzo sprawnie zrealizowane. Kod QR w aplikacji Apple Wallet, sprawdzenie ID, podpis i plecak z rzeczami niezbędnymi na start odebrane. Poza numerem startowym i workami w pakiecie mamy wielki, praktyczny plecak i czapkę. 

Szybki wybór gadżetów w expo i… 45 minut w kolejce do kasy. Zepsuł się Internet. Ale odstać trzeba, bo nie po to przyjechałem na koniec świata, żeby nie mieć pamiątkowej koszulki.  

Przedstawiciel firmy nazwany przez nas Szejkiem Rowerów obiecał przywieźć zamówiony trenażer na miejsce. Spóźnił się jedyne 4 godziny i trening zaplanowany na 15;00, zrobiłem dopiero o 19:00. Najważniejsze, że się udało. Trenażer Wahoo Kickr, kaseta Shimano. Wszystko super. No właśnie… kaseta. Jakoś nie przemyślałem tego na miejscu, jak zaczynałem trening. Przygotowany do startu rower z ceramicznym łańcuchem, przerzuciłem na Wahoo ze starą ufajdaną tanim smarem kasetą… pod koniec treningu usłyszałem rytmiczne cykanie w tylnej przerzutce… wózek wykonywał ruchy przód – tył. Coś poszło nie tak. Na początku myślałem, że to kwestia regulacji biegów. Zmieniliśmy koła na startowe, ale problem nadal był, chociaż jakby mniej. Swoje umiejętności mechanika rowerowego w skali od 1 do 10 oceniam na -2, więc stwierdziłem, że najlepsze co może się zdarzyć to rower sam się naprawi przez noc. Zobaczymy, co będzie rano.

 

Czwartek, 2 dni do startu

Najpierw rano lekkie bieganie – 40 minut z czego 3×5 minut w tempie startowym. Ze ścieżkami biegowymi nie ma problemu. Szerokie chodniki, betonowe nabrzeża, asfaltowe pobocza. Wszędzie płasko. Jedyne podbiegi to wiadukty.

Po bieganiu przyszedł czas na sprawdzenie roweru. Magia – wszystko działa i nie hałasuje…

W planie treningowym było również open water. Niestety ze względów bezpieczeństwa policja w Bahrajnie nie zgadza się na pływanie w zatoce. Oficjalny trening przed zawodami realizowany jest rano, na dzień przed startem. To był trening, który bardzo chciałem zrobić. Z historii innych zawodników słyszałem tylko „Masakra”, „Rzygać się chce” , „Straszny niesmak”. Nie poprawiało to mojego samopoczucia, ale z testem musiałem czekać do piątku. 

Wieczorem poszliśmy na ceremonię otwarcia zawodów i briefing. Na miejscu pełno ludzi, wydarzenie zorganizowane z wielką pompą. Oficjalne przemówienia, podziękowania, goście specjalni. Widać, że jest to bardzo ważna impreza w Bahrajnie. 

Nie zabrakło też jedzenia. W zasadzie to stoły się od niego uginały. Na miejscu poznaliśmy kilka osób z Polski, przyjezdnych i miejscowych. I znowu w opowieściach pojawiła się ta słona woda…

 

Piątek, 1 dzień do startu

Od 9:30 wreszcie wyczekiwany trening pływacki. Krótka rozgrzewka na lądzie, ubranie pianki i pływanie. 

Pierwsze stopień, drugi, trzeci…piąty… i jestem w wodzie. Czekam na sól. Prawa, lewa, oddech… nie ma soli! Popływałem około 20 minut. W Bałtyku woda jest praktycznie słodka. W Bahrajnie jest słona, prawda, ale nie ma tragedii. Takie słone orzeszki ziemne ☺ Widoczność w wodzie była dobra. Miałem wrażenie, że jest delikatny prąd i początek zawodów będzie pod prąd, ale dzięki temu powrót będzie łatwiejszy. Z wody wyszedłem po przepłynięciu 1000m w dobrym nastroju i z pozytywnym nastawieniem na sobotni start.

Szybki posiłek i idę na ostatnie 40 minut roweru, żeby przekręcić nogę. Piątek to w krajach arabskich dzień wolny od pracy, więc ruch na ulicach był prawie zerowy. 

Pierwsze 10 minut, super się jedzie. Zaczynam drugą pętlę i…zonk. Biegi zaczynają tańczyć na kasecie. Raz góra. Raz dół. Niezależnie od ustawionego biegu, łańcuch ma własną wizję swojego miejsca. Jedno z ogniw łańcucha zapchało się starym smarem z kasety trenażera (prawdopodobnie). Było tak zablokowane, że łańcuch kompletnie się w tym miejscu nie ruszał. Tym razem mógł pomóc tylko miejscowy Szejk Rowerów!

Na Expo w serwisie rowerowym Armagedon. Rowery są wszędzie. Część skręcona, część w proszku. Mechanicy stoją, rozmawiają, jedzą, ziewają… U mnie tylko wymiana łańcucha to ile to może zająć? 30 minut? Godzinę? Odpowiedź brzmi – 3h. Serwis rowerowy w tym miejscu to naprawdę ostateczność. Widziałem ludzi, którzy odbierali gotowe rowery, po czym okazało się, że lemondka jest nie przykręcona(!). Mnie zawody uratowała Endura Sports, ale ile to kosztowało nerwów…

 

Strefa zmian

Na zawodach system workowy. Oba worki wiszą w tym samym miejscu. Inaczej niż na IM 70.3 w Gdyni, przy zmianach trzeba je samodzielnie odwieszać na miejsce. Wolontariusze nam nie pomogą :).

Stojaki rowerowe, dobrze oznaczone, wieszaki z charakterystycznymi „sześcianami” na górze, znacznie ułatwiały szybkie zorientowanie się w przestrzeni. Chipy startowe wręczane były w momencie odstawiania rzeczy do strefy. 

 

Dzień 0

Posiłek przedstartowy zmontowałem z rzeczy dostępnych w markecie: paczka musli, ananas, daktyle, orzechy, kawa. Czas mieliśmy tylko od 5:00 do 6:00, czyli na napełnienie bidonów, żele do worków, sprawdzenie powietrza w kołach.

 

Pływanie

Start zawodników PRO o godzinie 6:20, AG od 6:30. Pływanie mam takie sobie, 36 minut w Gdyni, ale ustawiłem się bardzo z przodu. O 6:32 byłem już w wodzie. Tłumu nie ma. Ciężko złapać czyjeś nogi. Nawiguje się dobrze, słońce schowane za wieżowcami. Sól w wodzie nie przeszkadza. Dopiero ok 400m przed metą udaje mi się znaleźć, kto płynie podobnym tempem. Z bąbelkami zostaje już do samego wyjścia z wody. Staję na schodach, stopuje zegarek i…32 minuty. Szok. Ja? No dobra, ale teraz rower.

 

T1

Krótki dobieg do worka, zakładam kask, numer startowy (tak, trzeba mieć go również na rowerze) chowam piankę i biegnę do roweru. Wszystko wyłożone pięknie wykładziną. Mimo wody nie jest ślisko.

 

Rower

To teoretycznie moja najmocniejsza dyscyplina. Zaplanowane było 235W na początku, potem po 245W. BBP pokazywał zazwyczaj początek trasy z wiatrem, a powrót pod wiatr. Trasa wyznaczona jest na autostradzie,  gdzie od pędzących samochodów odgradzają nas tylko słupki drogowe, ale mimo wszystko jest bezpiecznie, pasy są bardzo szerokie.

Jadę swoje waty, ale ciężko mi ocenić, skąd wieje. Prędkość około 37km/h. No liczyłem, że będzie szybciej. Cała trasa nie ma prawie zakrętów. Na odprawie „punktami krytycznymi” nazwano dwie nawrotki. Najbardziej technicznym elementem trasy jest przejazd pełnego okrążenia na torze F1. 

Powrót po 45 km to już czysta przyjemność. Płasko i z odczuwalnym wiatrem w plecy, 45-47km/h. Piękna sprawa.

Na trasie były 3 punkty z jedzeniem, z czego dwa zlokalizowane po LEWEJ stronie drogi, a nie prawej. Mam wrażenie, że bidony z wodą były napełniane jedynie do połowy. Podjazdy jedynie na wiaduktach, bardzo krótkie, ale zwalnia się do 20-30 km/h. Mało brakowało, a 2km przed końcem roweru na takim podjeździe zakończyłbym swoje zawody. Postanowiłem skoncentrować się na tym, co trzeba zrobić w T2, jak pobiec i… zapatrzyłem się w asfalt zamiast do przodu. Słupek oddzielający od drugiego pasa otarłem prawym butem. Ostatecznie Wahoo pokazał trasę 88km i podobnie wyszło innym startującym, więc jest to błąd organizatorów.

 

Bieg

Trasa biegowa składa się z 3 pętli i krótkiego dobiegu do mety. Całość po asfalcie, bez kawałka cienia w samym słońcu. Od początku biegu, czułem, że jest ciepło. Nawet gorąco. Trochę pomagał lekki wiaterek. 

Punkty z żywnością średnio co 2km. Woda, cola, żele, ogromne gąbki z zimną wodą. Niestety na niektórych punktach kończyła się woda, na innych gąbki z zimną wodą. Wszystko było uzupełniane, ale niekoniecznie na czas. 

Tempo zgodnie z założeniami do 14km i nagle nie było z czego biec. Mimo odżywiania zgodnie z planem, chłodzenia i uzupełniania płynów, prędkość spadła o 15sek, a tętno wzrosło o tyle samo. Nawet 3km przed metą w głowie miałem jedną – „zatrzymaj się na chwilę, odpocznij, potem znowu będziesz biegł”. Jakoś z tym wygrałem i udało się ukończyć bez postojów.

 

Meta

Czas na koniec 4:33:46. Nie ma co ukrywać, mimo problemów na biegu, jestem zadowolony. Życiówka poprawiona o 27 minut. Do Bahrajnu leciałem z nastawieniem na czas 4:45, ale też pierwszy raz przed startem nie robiłem, żadnych kalkulacji. Nie sumowałem czasów. Chciałem dać z siebie wszystko na każdej z trzech dyscyplin.

Na mecie medal wielkości patelni. Zamiast koszulek finishera są kurtki (tak, tam jest „zima”). 

Na pewno jest to start na życiowy wynik. Świetna organizacja, nie licząc kilku „wpadek”, na które można przymknąć oko. Jest piekielnie szybko, pogoda jest dobra i pewna i jest na tyle szybko, że podkreślę to jeszcze raz.

Jeśli ktoś myśli o efektownym zakończeniu sezonu, to jest to idealne miejsce.

Na koniec słowa podziękowania dla Tomka Bruskiego, który mi towarzyszył przez cały wyjazd. Dziękuję.

 

korekta: Aleksandra Stembnowska