W ostatnich latach pomiary mocy w kolarstwie zyskują na popularności. To rozwija tę branżę i wydawać by się mogło, że rozwój w przypadku pomiaru mocy w pedałach to tylko kwestia czasu. Niestety niektóre rozwiązanie musieliśmy długo czekać.. ale w końcu jest Wahoo Powrlink Zero!

Opcje wyboru

Obecnie wśród pomiaru mocy w pedałach, czyli najbardziej uniwersalnego rozwiązania do wyboru mamy pedały Garmina, Favero i od niedawna Wahoo. Popularny PowerTap zaprzestał produkcji po tym, jak przejęła go firma SRAM, która postanowiła skupić się na Quarku, czyli popularnym pomiarze mocy w pająku korby.

Warto zaznaczyć, że zrobienie dobrego i dopracowanego pomiaru mocy, zwłaszcza w pedałach nie jest proste. Może dlatego premiera Wahoo POWRLINK miała miejsce 8 miesięcy później niż zakładano… To chyba jednak dobry krok ze strony firmy, że wolała poczekać niż wypuścić na rynek niedokładny i awaryjny produkt. Przypadki przedkładania jakości pomiaru mocy nad planowaną datę premiery sprawiły, że konsumenci zawiedli się na wielu firmach i niechętnie do nich wracają.

Takim przykładem jest Garmin Vector, który przez swoją awaryjność i zawodność budził na tyle złe emocje, że Garmin po trzeciej generacji Vectora zmienił nazwę produkt. Vector stał się Rally. Inne pomiary mocy, które znalazły się u mnie na czarnej liście to dawny pomiar mocy Polara, Stagesa czy Ronde.

Dla kogo pomiar mocy w pedałach? 🗣

Pomiar mocy Wahoo będzie na pewno naturalnym wyborem dla osób, które chcą mieć pomiar mocy, który bez problemu przełożą między rowerami i są miłośnikami rozwiązań systemu Speedplay. Systemu, który ma wiele zalet i w którym zakochałem się już kilka lat temu. Były dwa główne powody, dla których przeszedłem z systemu Look KEO na Speedplay.

Pierwszy argument – Speedplay ma więcej możliwości regulacji, więc zmiana systemu pozwoliła mi wyeliminować ból w okolicy kolan. Drugi argument to kwestia aerodynamiki i wysokości stacka, choć warto tutaj od razu nadmienić, że zarówno stack jak i q-factor w pedałach w wersji z pomiarem mocy się nieco różnią względem tych bez pomiaru mocy.

Jeśli na bieżąco współpracujesz z fitterem, to warto się go podpytać, jakie możliwości tych pedałów będziesz w stanie wykorzystać i czy w Twoim przypadku ma to sens, bo to rozwiązanie oczywiście nie przyniesie każdemu korzyści. W trakcie użytkowania pedałów Speedplay wyszła jeszcze jedna zaleta. Żywotność. Na moich pedałach aero nie widać praktycznie śladów użytkowania i do tej pory trenowałem w blokach, które mają trzy sezony i wciąż działają tak samo dobrze, musiałem je tylko kilka razy przesmarować.

Waga pomiaru mocy 💪🏻
Jeśli chodzi o wagę to z wymienionej trójki Garmin, Favero i Wahoo, Wahoo są najlżejsze. Jeden pedał z pomiarem mocy waży 138g. Dla porównania Favero waży 150g, Garmin 160g. Bateria w pedałach Wahoo starcza na około 75h pracy, a pedały ładuje się za pomocą dołączonej ładowarki na USB-C.

Żywotność baterii 🔋
Żywotność baterii w favero to 50h, a w Garminie nawet 150h, więc tu jak widać Garmin zdecydowanie wygrywa. Minus jest taki, że nie ma tam akumulatorka, który można naładować i po prostu trzeba dokupić nową baterię za ok 15 złotych. Każdy z producentów wspiera przesyłanie danych po ANT+ oraz Bluetooth. Deklarowana dokładność wszystkich producentów to +/- 1%.

Cena 💰
Pod względem ceny pedały Wahoo plasują się w środku. Są droższe od Favero, ale tańsze od Garmina. Na pierwszy rzut oka, pod kątem technicznym wszystkie pedały prezentują się dość podobnie. Co za tym wyróżnia Wahoo POWRLINK Zero?

Wahoo postawiło przede wszystkim na prostą, niezawodną obsługę i stworzyło produkt, który działa dobrze niezależnie od warunków, w jakich przyszło nam jeździć przy minimalnej ingerencji użytkownika. Wbudowany czujnik temperatury zapewnia odpowiednią kompensację przy autokalibracji i użytkownik nie musi pamiętać o ponownej kalibracji np. po wyjściu z jaskinii treningowej czy zmianie otoczenia. Do tego miernik dobrze współpracuje z tarczami owalnymi. W moim przypadku wszystko działa nadzwyczaj dobrze, znalezienie pomiaru mocy przez komputerek czy zegarek trwa naprawdę chwilę.

Aplikacja Wahoo jest prosta, czytelna i znajdziemy tam wszystkie informacje dotyczące pomiaru mocy włącznie z opisem sygnalizacji diodowej pomiaru. Połączenie jest stabilne, pomiar natychmiast reaguje na skoki mocy i podczas dwóch tygodni użytkowania nie miałem najmniejszych zastrzeżeń co do wskazań i niezawodności samego działania pomiaru. To się zespołowi Wahoo naprawdę udało i widać, że wykorzystali doświadczenie zdobyte przy produkcji trenażerów, a także wyciągnęli wnioski z błędów konkurencji.

Moje testy 📊

Egzemplarz, który dostałem do testów to dwustronny pomiar mocy. Do tej pory uważałem, że praktycznie w każdym przypadku, dwustronny pomiar mocy jest to zbędny wydatek i poza świadomością rozkładu mocy nie wnosi nic wartościowego. Faktycznie na dwustronnym pomiarze mocy jeździłem łącznie przez trzy sezony, z czego ostanim razem 1,5 roku temu. Wtedy wskazania balansu między lewą a prawą nogą przez ten czas były podobne i oscylowały w granicach 51/49%. Nie miało to żadnego znaczenia na mój trening, ustawienie na rowerze, po prostu było.

Mając tę świadomość i używając przez ostatni rok lewostronnego pomiaru mocy INPEAKA byłem przekonany że ten pomiar zaniża moje wyniki o ok. 10%. Taki wniosek wyciągnąłem z porównań do innych pomiarów mocy. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem wskazania balansu miedzy lewą a prawą nogą po upływie 1,5 roku. To nie było już 51 do 49%, a 45/55%!!! Oczywiście w międzyczasie zmieniłem ramę w rowerze, pozycję, kilka innych ustawień i dołożyłem ćwiczenia wzmacniające, ale nigdy bym nie powiedział, że to będzie aż taka różnica i to na niekorzyść lewej nogi. Co ciekawe po wyjściu na zewnątrz ten stosunek wynosił już odpowiednio 48/52%.

Ta wiedza i świadomość w końcu rozwiała wiele moich wątpliwości i ułatwiła analizę treningową. Sam widzę, jak może się zmienić rozkład mocy względem trenażera i jazdy na zewnątrz, jak mogą wpłynąć na to ustawienia pozycji i jak może się to zmienić na poszczególnych intensywnościach. W skrajnych przypadkach przy jednostronnym pomiarze mocy po wyznaczeniu FTP możesz nieświadomie realizować trening w niewłaściwych przedziałach przy intensywnościach VO2max czy tlenowej jeździe.

Czego brakuje? 🤔
W pomiarze mocy od Wahoo brakuje mi tylko wyłącznie jednej rzeczy. Pomiarów dynamiki pedałowania. Wahoo twierdzi, że nie dodawało tych danych, gdyż poza samym dostarczaniem cyferek nie mają one większej wartości w treningu i ciężko to w jakimkolwiek stopniu wykorzystać, co potwierdza wiele badań. Jednocześnie zadeklarowali, że pracują nad swoimi użytecznymi wskaźnikami, które uzupełnią pola danych.

Brzmi to obiecująco, zwłaszcza że Wahoo miało epizod współpracy z Pionierem, czyli producentem pomiarów mocy, który mocno postawił właśnie na rozwój wielu wskaźników dynamiki pedałowania. Faktycznie, zgadzam się, że te dane nie są niezbędne i nie wnoszą praktycznie nic do treningu poza śwadomością, choć są rzeczy, do których mogą się przydać. Przykładowo pochłonięta i uwolniona moc brutto w połączeniu z balansem prawej i lewej nogi może pokazać takie nieprawidłowości jak asymetryczna pozycja w siodle. Oczywiście fitter dostrzeże to w trakcie fittingu, ale mając do dyspozycji takie dane mógłbyś samodzielnie ocenić, czy jest poprawa.

Podsumowanie 🗣
Pomiar mocy w pedałach Wahoo POWRLINK Zero jest udany i dokładny, wykorzystujący system Speedplay. Z pewnością powinny się nim zainteresować osoby, które szukają uniwersalnego pomiaru mocy, który bez problemów będą mogły przekładać między rowerami. Osoby, które docenią rozwiązania systemu Speedplay, a także osoby, które chcą mieć niezawodny, prosty w obsłudze i jednocześnie dokładny pomiar mocy. Na ten moment nie znajdziesz w nim dodatkowych, graficznych wskaźników analizujących Twój obrót korbą, ale moim zdaniem to kwestia czasu, kiedy się to pojawi. Sama firma Wahoo znana jest tego, że wprowadza kolejne funkcje swoich produktów dopiero, gdy dobrze one działają i faktycznie przynoszą realną wartość użytkownikowi.