Tak samo jak podatków możemy być pewni, że zawsze będą zwolennicy jak i przeciwnicy treningu na trenażerze. Wymieniać się argumentami można naprawdę długo, jednak do tematu trzeba podejść praktycznie.

*Jeśli wolisz oglądać zamiast czytać, na dole, pod artykułem znajdziesz video.

Dla większości osób mieszkających w Polsce, które w ciągu dnia pracują lub się uczą, trenażer jest jedynym sensownym rozwiązaniem. A w czasie niedawnego lockdownu był tak naprawdę jedynym rozwiązaniem, które pozwalało kontynuować trening kolarski. Na przestrzeni lat widać gołym okiem jak bardzo wzrosła popularność trenażerów i tym samym jak rozwinął się ten segment.

Podział trenażerów:

Na rynku jest wiele rodzajów trenażerów. Ich wybór zależy od celu zastosowania, a także posiadanego budżetu. Poniżej są przedstawione różne rodzaje trenażerów.

Trenażer rolkowy.

Najstarszym typem trenażera o najprostszej budowie jest trenażer rolkowy (tzw. rolka). Niewątpliwym plusem jest prosta konstrukcja, możliwość jazdy niemalże na każdym rowerze, dodatkowo wymusza koncentrację na utrzymaniu równowagi i właściwą pracę balansem ciała. Minusem jest brak regulowanego oporu, przez co często nie da się wykonać cięższych siłowych jednostek. Aczkolwiek producenci coraz śmielej zaczynają uzupełniać ten typ trenażerów o funkcje interaktywne czy też opcje regulowania oporu. Najczęstszym zastosowaniem tych trenażerów jest rozgrzewka przed zawodami w kolarstwie szosowym i torowym lub treningi, których zadania wykorzystują atuty tego trenażera. W triathlonie można powiedzieć, że ma zerową popularność. 🙂

Trenażer z rolką oporową.

Jeszcze do niedawna był to zdecydowanie najpopularniejszy typ trenażerów. Posiada swojego rodzaju ramę, do której mocuje się oś tylnego koła, tam też znajduje się koło zamachowe generujące opór w trakcie jazdy. Pod przednie koło stawiamy podstawkę wyrównującą poziom roweru, a dodatkowo stabilizuje ona przednie koło. Plusem tego typu trenażera jest dość stabilna pozycja roweru w trakcie jazdy, a także cena (mam tutaj na myśli trenażer bez funkcji interaktywnych z oporem magnetycznym, którego ceny zaczynają się od ok. 400 zł). Z minusów, to na pewno głośna praca, która może być problemem dla osób mieszkających w bloku oraz ślizganie się koła przy gorszym docisku lub nagłej zmianie obciążenia.

Trenażer z napędem bezpośrednim – DIRECT DRIVE.

Najmocniej rozwijająca się kategoria trenażerów w ostatnim czasie. Nic w tym dziwnego, bo lista zalet i możliwości jest naprawdę długa. Aby zamontować na takim trenażerze rower, musimy zdjąć tylne koło, a kasetę nałożyć na bębenek trenażera, stąd też nazwa – direct drive. Dzięki temu jest to najbardziej wydajne rozwiązanie spośród wymienionych z lepszą kontrolą oporu, mocy, realniejszymi wrażeniami z jazdy i jeszcze większą stabilnością niż ma to miejsce w trenażerze z rolką oporową. Trenażery z tej kategorii są też z reguły dużo cichsze. Jedynym jak dla mnie minusem jest cena, która zaczyna się od około 2000 zł.

Są również różne systemy stawiania oporu. Wpływają one na doznania z jazdy, głośność, możliwości i też cenę trenażera.

  • Opór powietrzny. To najniższa półka trenażerów, generowany opór jest niewielki, trenażer głośny, jedynym plusem jest niska cena.
  • Opór magnetyczny.  Bardzo popularne rozwiązanie oparte na prostej koncepcji. Do stawiania oporu wykorzystane są magnesy, które poprzez pole magnetyczne odbierają moc koła zamachowego. Bardzo często mamy możliwość regulacji odległości magnesów od koła zamachowego co pozwala dostosowanie właściwego oporu.
  • Opór elektromagnetyczny. Jest zaawansowana wersja oporu magnetycznego. Dzięki elektromagnesom jest możliwe zastosowanie wielu interaktywnych funkcji trenażera choćby wykorzystanie trybu erg czy zmiany oporu zgodnie z trasą na Zwifcie.
  • Opór hydrokinetyczny. Tutaj koło zamachowe jest regulowane sprzęgłem w komorze olejowej. Teoretycznie takie rozwiązanie oddaje naturalniejsze wrażenia z jazdy, choć tak naprawdę osobiście porównywałem takie rozwiązaniem z trenażerem wysokiej klasy z oporem elektromagnetycznym i nie czułem, aż takiej różnicy.

Istotną kwestią wpływającą na cenę trenażera jest wyposażenie go w tzw. funkcje SMART, które wpływają na sposób stawiania oporu, a także możliwość bezpośredniej współpracy z takimi aplikacjami jak Zwift. Należy pamiętać, że istotnie to wpływa na cenę trenażera. Ceny modeli z manualną regulacją oporu startują już od ok. 400 zł, a interaktywne to wydatek rzędu minimum 1300 zł.

Jak wybrać trenażer? 

Najpierw musimy sobie odpowiedzieć sobie na kilka pytań, gdyż nie ma idealnego rozwiązania dla wszystkich. 

  • Jaki mamy budżet? 💰
  • Czy mieszkamy w małym mieszkaniu i głośność trenażera jest dla nas bardzo istotna? 🏡
  • Czy będziemy korzystać z funkcji SMART? 🚴🏼
  • Czy jest to podstawowe narzędzie treningowe w okresie zimowym, czy może tylko alternatywna dla naprawdę złej pogody? 🥶

Kryterium, od którego powinno się zacząć to budżet. Przy budżecie 3-4k triathlonista jest w stanie zakupić sprzęt, który zaspokoi wszystkie wymagania i potrzeby związane z indoorowym treningiem. Droższe modele z większym kołem zamachowym, które są w stanie symulować większy opór czy podjazd, to już lekka fanaberia, gdyż odczucia z jazdy są minimalnie lepsze lub niezauważalne, a pełnego potencjału takiego urządzenia przeciętny triathlonista nigdy nie wykorzysta. Schody zaczynają się przy ograniczonym budżecie.

W pierwszej kolejności warto rozejrzeć się za sprzętem używanym, a w drugiej zrezygnować z funkcji najmniej nam potrzebnych. Kiedy już odrzuci się modele, które nie spełniają naszych kryteriów, najlepiej jest skierować się ku popularnym modelom będącym na rynku przynajmniej rok. Czemu? Zdarza się, że w nowych modelach są niedopatrzenia, które producent dopiero z czasem eliminuje. Popularne, sprawdzone modele mają jeszcze dwie zalety.

1. Dostępność części w razie potrzeby jest większa,

2. Znalezienie znacznie więcej informacji, filmików pomagających rozwiązać potencjalny problem, pomagających we właściwej eksploatacji lub z samą recenzją urządzenia.

Lepiej kupić tańszy trenażer z rolką oporową czy droższy SMART z napędem bezpośrednim? 🤔

Niemalże każdy przy wyborze swojego pierwszego trenażera się nad tym zastanawia. Głównym powodem rozterek jest pytanie, czy faktycznie warto dopłacać? Czy różnica jest tak duża? Akurat na przestrzeni ostatnich 5 lat miałem okazje trenować całe sezony zarówno na podstawowym modelu Tacxa z rolką oporową i oporem magnetycznym, jak i na trenażerze w wersji SMART z napędem bezpośrednim i oporem elektromagnetycznym.

Wszystkie zadania treningowe byłem w stanie wykonać zarówno na jednym, jak i na drugim trenażerze, jednak ich jakość, komfort i odczucia z jazdy bez porównania są lepsze na napędzie bezpośrednim.

Po zmianie trenażera nastąpił u mnie także przełom w podejściu do treningu pod dachem i naprawdę polubiłem trenażer. Treningi na nim przestały być złem koniecznym, a stały się dobrą alternatywą treningu na zewnątrz. Po przejściu na trenażer z napędem bezpośrednim nie wróciłem też nigdy do poprzedniego rozwiązania i szczerze, nawet ciężko jest mi to sobie teraz wyobrazić.

To trochę tak jak z komputerkiem rowerowym. Wiele lat można było trenować wyłącznie z zegarkiem, ale wystarczyło spróbować pożyczyć na kilka treningów komputerek, aby nagle zacząć dostrzegać wiele wad używania zegarka podczas jazdy.

Ponadto cisza, jaką mam przy obecnym trenażerze pozwala mi trenować praktycznie o dowolnej porze w dowolny dzień. Wcześniej trening po godzinie 20:00 był mocno utrudniony i nawet przy użyciu maty wygłuszającej słyszałem walenie sąsiadów w rury. 😰

Jeśli rzetelnie trenujemy i jeździmy na rowerze przynajmniej 2-3h w tygodniu, to myślę, że dla własnego komfortu (i sąsiadów 😃), a także dla lepszej jakości treningu z pewnością lepiej będzie kupić porządny trenażer direct drive.

Kupić pomiar mocy czy lepszy trenażer?

Jest to pytanie, które często słyszę. Przede wszystkim zawodnik musi znać swoje priorytety. Efektywniejszy trening i jego lepsza analiza będzie kiedy będziemy mieli pomiar mocy.

Oczywiście lepsze trenażery bardzo często mają wbudowany pomiar mocy, ale na wiosnę wychodząc jeździć na zewnątrz nie mamy już tego parametru, nie mamy go też na zawodach, a często wtedy spełnia on kluczową rolę. Osobiście w ogóle nie korzystam ze wbudowanego w trenażer pomiaru mocy czy kadencji. Wszystkie dane, z których korzystam w treningu i przesyłam do zewnętrznych aplikacji pochodzą z zewnętrznego pomiaru mocy. Dzięki temu bez przekłamań mogę śledzić postępy, a także zachowanie się mocy między jazdą na trenażerze, a na zewnątrz.

Większy komfort z jazdy na trenażerze jest kuszący i wiele osób w takiej sytuacji decyduje się na zakup dobrego trenażera direct drive, korzystaniu przez zimę ze wbudowanego pomiaru mocy, a na wiosnę dokupienie zewnętrznego pomiaru mocy. Pozwoli to na rozłożenie wydatków w dłuższym czasie i stanowi pewnego rodzaju kompromis.

📌 Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, a zależy nam na jakości treningowej przez cały rok, to lepszym rozwiązaniem będzie zakup zewnętrznego pomiaru mocy i bardziej podstawowego magnetycznego trenażera lub lepszego z drugiej ręki.

W tym momencie jeśli miałbym znowu kupować trenażer dla siebie, to wybrałbym z pewnością Wahoo Kickr Core, w porównaniu do obecnego Fluxa Smart S chodzi płynniej, dużo lepiej sprawuje się tryb erg oraz pozostałe funkcje SMART. Ponadto obserwując rozwój marki Wahoo, dostępne akcesoria (headwind, climb, bolt) i ich współpracę, to jest to dodatkowy atut.